Tragedia saren

 Uwagę leśniczego, Zbigniewa Wojtaszczyka zwróciły dwa duże psy przebywające w lesie oddalonym od zabudowań. Tknięty zawodową intuicją i doświadczeniem pomyślał, że ociężałe i wylegujące się psy mają coś na psim sumieniu. Nie mylił się.

Po krótkim rekonesansie fragmentem lasu natknął się wpierw na zagryzionego kozła, a po chwili na dorodną kozę, też martwą. Zwierzęta miały przegryzione gardła i wyżarte zady. Wezwał straż leśną, policję i myśliwych z koła Błękitne Źródła. Psy wytropiono i zgodnie z prawem odstrzelono. Sarny były dorodne, nie dadzą zdrowego potomstwa, nie będą ozdobą lasu. Przeżyły niełatwą zimę nie przeżyły spotkania z wygłodniałymi psami, których w lesie być nie powinno. Widok zagryzionych saren był makabryczny!
Myśliwi i leśnicy oraz straż leśna oświadczają, że będą konsekwentni i odstrzelą psy wałęsające się po lesie i polach do lasu przylegających. Mają do tego ustawowe prawo i obowiązek. Niech to będzie ostrzeżeniem dla nieodpowiedzialnych właścicieli psów.

UWAGA!

ZDJĘCIA NIE DLA OSÓB WRAŻLIWYCH!

Zobacz zdjęcia w galerii lub kliknij tutaj